„Diagnoza? To wszystko działo się chwilę po studiach, zaraz na początku pracy trenera. Wcześniej wiosłowałem na poziomie młodzieżowej kadry narodowej, łączyłem naukę ze sportem. W liceum mieszkałem w internacie, a potem w akademiku. Byłem samodzielny i ogarnięty. Pamiętam, jak rodzice i babcia powtarzali, że: Witek to wojownik, walczy do końca. Nie spodziewałem się jednak, że czeka mnie takie wyzwanie…”

U Witolda cukrzycę typu 1 zdiagnozowano w wieku 24 lat, krótko po obronie pracy magisterskiej na warszawskim AWF-ie, w czasie szalejącej pandemii. Zanim Witek trafił do Szpitala Bielańskiego w Warszawie, długo odczuwał typowe objawy cukrzycy, jednak trenowanie od małego i związane z tym obciążenia spowodowały, że nie przypisywał swojego samopoczucia chorobie.  

„Tuż przed diagnozą przygotowywałem się do egzaminu na prawo jazdy. Mimo, że czułem się coraz gorzej, w duchu powtarzałem sobie, że muszę jeszcze trochę wytrzymać, a objawy były naprawdę niepokojące: wilczy głód na słodycze, wzmożone pragnienie, wymioty, utrata wagi, skrajne wyczerpanie, a na końcu problemy ze wzrokiem. W końcu sprawdziłem w Google, co może mi dolegać i wszystkie odpowiedzi wskazywały na cukrzycę typu I. Poszedłem na egzamin i zdałem go, a zaraz potem udałem się prywatnie do diabetologa. W gabinecie lekarka zmierzyła mi poziom cukru i wyszło 400 mg/dL! Powiedziała, że natychmiast muszę znaleźć się na oddziale diabetologicznym i wypisała skierowanie na cito. Przyjęto mnie na SOR w apogeum pandemii. Czekałem wiele godzin na dostawionym łóżku w drzwiach małego pokoiku zanim udzielono mi pomocy. Miałem potworny ból głowy, na który nie działały żadne leki. W końcu przewieziono mnie na oddział diabetologiczny, gdzie po raz pierwszy otrzymałem insulinę.

Niestety, po sześciu dniach okazało się, że zakaziłem się covidem i cukry znów zaczęły szaleć. Z oddziału diabetologicznego przeniesiono mnie więc na wieloosobowy, zamknięty oddział covidowy, gdzie wokół umierali ludzie. Nie ukrywam, że prawie miesięczny pobyt w szpitalu był dla mnie traumatyczny. 

Często zastanawiałem się, co będzie ze mną dalej? Ze

sportem i karierą trenera?

Po opuszczeniu szpitala byłem tak osłabiony, że nie mogłem wejść po schodach na pierwsze piętro do mojego pokoju w akademiku. Na szczęście, po miesiącu sytuacja została opanowana, a dzięki wielkiej empatii i wsparciu ze strony przyszłej żony, rodziny i kolegów z pracy, mogłem powrócić do dawnego życia.”

Od tamtego czasu minęło 6 lat. Witold nie zrezygnował z wytyczonej ścieżki życiowej i spełniania się zawodowo jako trener przygotowania motorycznego, pracuje ze sportowcami, którzy osiągają sukcesy w Mistrzostwach Świata i Europy, a także pomaga realizować cele swoim podopiecznym na treningach personalnych. 

Cały czas jest również aktywny sportowo.  

„Aktualnie na swoje treningi przeznaczam około 10 godzin tygodniowo. Poza siłownią i treningami typu cross, wspinam się po górach, jeżdżę na gravelu i gram w siatkówkę plażową. Lubię stawiać sobie nowe wyzwania, a z cukrzycą ich realizacja jest jeszcze bardziej satysfakcjonująca. Udało mi się pobić wiele rekordów z przeszłości i osiągnąć jeszcze lepszą formę.” 

Oczywiście, połączenie pracy trenera oraz sportowego trybu życia z cukrzyca typu I wymaga od Witka dużej samodyscypliny. Młody mężczyzna całkowicie zrezygnował z alkoholu, dba o higienę snu oraz utrzymuje bardzo dobre wyniki HbA1c i TIR. W tym wszystkim pomaga mu czujnik Dexcom, który jest nieoceniony przy tak wielu aktywnościach. 

Witold niedawno się ożenił, pragnie mieć dzieci, dąży do stabilności i praktykuje radość cieszenia się chwilą. 

„Każdemu, kto mierzy się z CT1 chciałby powiedzieć: Jeśli ją zaakceptujesz i przyjmiesz do wiadomości, że z cukrzycą nie wszystko da się mieć pod kontrolą – będzie ci dużo łatwiej! Nie wypieraj choroby i żyj pełnią życia!”