Diagnozę cukrzycy typu 1 usłyszałam w wieku 33 lat i był to dla mnie totalny szok. Wszystko zaczęło się od rutynowych badań związanych z insulinoopornością. Badanie glukometrem pokazało cukier około 350 mg/dl i wtedy zaczęła się cała diagnostyka.

Co ciekawe, wiele objawów wydawało mi się wtedy… normalnych. Zaczęłam więcej chodzić, więc utratę wagi tłumaczyłam sobie większą aktywnością. Ciągłe pragnienie też jakoś racjonalizowałam. Dopiero później zaczęłam łączyć wszystkie kropki.

Najbardziej pamiętam moment, kiedy byłam w szpitalu i myślałam o tym, że za miesiąc mam zaplanowaną podróż do Meksyku. Byłam przerażona. Zastanawiałam się, czy dam radę polecieć tak daleko z nową chorobą, jak ogarnąć wahania cukrów, hipoglikemię, lotnisko, insulinę, sprzęt i co będzie, jeśli coś pójdzie nie tak. Ale wiedziałam też, że muszę się po prostu wziąć w garść i nauczyć się z tym żyć.

Dziś dalej podróżuję, latam samolotami i pokazuję też innym, że cukrzyca nie musi oznaczać końca marzeń czy rezygnacji z życia. Na swoich social mediach pokazuję m.in. jak podróżować z cukrzycą, jak wygląda przechodzenie przez procedury na lotnisku ze sprzętem diabetologicznym i jak przygotować się do wyjazdów, żeby czuć się bezpieczniej 🙂 Paradoksalnie cukrzyca zmotywowała mnie też do większej aktywności fizycznej i dbania jeszcze bardziej o siebie. Dziś stawiam swoje pierwsze kroki w bieganiu i uczę się swojego organizmu na nowo.

Ogromnym wsparciem jest dla mnie też sensor, dzięki któremu czuję się dużo bezpieczniej na co dzień i w podróży. Możliwość sprawdzenia cukru w każdej chwili daje mi ogromny spokój i poczucie kontroli, szczególnie podczas podróży i aktywności fizycznej. 

Jeśli miałabym powiedzieć coś osobom świeżo po diagnozie, to przede wszystkim: na początku jest strach i to całkowicie normalne, ale z czasem człowiek naprawdę uczy się wszystkiego krok po kroku i nagle okazuje się, że dalej można podróżować, spełniać marzenia i po prostu żyć jak dawniej. Cukrzyca dużo zmienia, ale nie musi odbierać marzeń.